Półwysep Synaj jest łącznikiem pomiędzy Azją i Afryką i choć administracyjnie należy do Egiptu, to tak naprawdę świadczy o tym niewiele – najłatwiej oczywiście dotrzeć tu samolotem lecz droga lądowa też jest możliwa.Lot trwa około 3 godzin i może służyć jako wstęp do tego co będzie nam dane zobaczyć. A już w czasie lotu można nacieszyć oczy pięknymi widokami, gdyż przelatujemy nad Kairem, zatoką Sueską i niesamowitym w kształtach i kolorach masywem gór półwyspu Synaj. Z wysokości kilkuset metrów, tuż przed samym lądowaniem, można podziwiać niesamowite rafy zatopione w przeraźliwie niebieskiej wodzie Morza Czerwonego.
Po trzech godzinach lotu samolot dotyka ziemi na międzynarodowym lotnisku w Sharm el Sheikh, po opuszczeniu klimatyzowanej kabiny, jako pierwsze uderza gorąco, zimą jest tu ok. 20 st. C (!) natomiast latem często ponad 40st. C. Pierwsze spojrzenie wokół i… stwierdzamy, że w porównaniu z tym lotniskiem, nasze Okęcie lokuje się w czołówce światowej…niestety proporcje zmieniają się zaraz po wejściu do budynku terminala.
Zakup obowiązkowej wizy turystycznej, odprawa paszportowa i jesteśmy gotowi na podbój miasta. Z lotniska do centrum normalnie jedzie się ok. 20 minut, niestety autobus (nieklimatyzowany) zatrzymuje się przy kolejnych hotelach. Nasz hotel, zgodnie z prawem Murphy`ego z resztą, znajduje się oczywiście na końcu listy, mamy więc zapewnioną darmową, godzinną wycieczkę po mieście.
Sharm el Sheikh jest strasznie dziwnym miastem, nie posiada ono bowiem rdzennych mieszkańców. Powstało na bazie niewielkiej osady i na dobre zaczęło się rozwijać dopiero w roku 1982 już jako kurort wczasowy. Wśród mieszkańców najliczniejszą grupę stanowią oczywiście turyści a reszta to pracownicy hoteli którzy w większości przypadków przyjechali tu do pracy z odległego o 600km Kairu, ale są też m.in. Polacy, Włosi no i Rosjanie.
Miasto, ze względu na lokalizację, jest idealnym miejscem wypadowym do zwiedzania półwyspu. Ale zanim ruszymy wgłąb półwyspu, najpierw miasto…wszędzie zieleń, może nie tropikalna ale na pewno egzotyczna. Ogólnie mówiąc pięknie.
Wszystko i wszędzie zrobione dla turystów, taki raj dla „leżakowiczów” i „barowiczów”. Na szczęście dla lubiących aktywny wypoczynek też jest wiele atrakcji. A wśród nich przede wszystkim nurkowanie pośród różnokolorowych stworzeń morskich żyjących w okolicznych rafach…dla nie-nurkujących łodzie z przeźroczystym dnem. Zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku wrażenia gwarantowane, choć zupełnie inne.
Dla lubiących sporty ekstremalne polecam wyprawę do nieodległego miasteczka Dahab. Miasto, jak każde w okolicy znów czysto turystyczne, lecz za to z największym w okolicy bazarem. A zakupy u miejscowych to naprawdę sporty ekstremalne. Najchętniej widzianą walutą jest euro i dolar. Targować należy się z każdym, o wszystko i do samego końca gdyż ceny jak zwykle mocno zawyżone. Wsród towarów najczęstszym są oczywiście pseudo pergaminy z egipskimi wzorami, perfumy rozlewane do słoiczków i wszelakiej maści biżuteria wykonana ponoć ze złota i miejscowego koralowca. Ale dostać można również wiele innych przedziwnych rzeczy, m.in. zioła…osobiście polecam płatki hibiskusa suszone na słońcu.
Żądnym przygód można śmiało polecić wyjazdy poza miasto. Najmilej wspominam karawanę na wielbłądach ku zachodzącemu słońcu i kolację u goszczących nas beduinów. Rzeczona kolacja w formie kozy pieczonej na żywym ogniu spożywanej przy dźwiękach lokalnej muzyki ludowej wygrywanej przez gospodarza i jego synów, popijanej herbatą z płatków wspomnianego wcześniej hibiskusa robi niesamowite wrażenie i na długo zapada w pamięć. Przy okzaji też można poznać pochodzenie zwrotu „ciemności egipskie” otóż od momentu „dotknięcia” horyzontu przez słońce do zapadnięcia całkowitej ciemności upływa całe…30 minut. A uwierzcie że na pustyni jest naprawdę ciemno.
Dla miłośników motoryzacji jest też karawana do odległego o kilkanaście kilometrów parku narodowego Ras Muhammad odbywana na quadach. Żar lejący się z nieba, jeszcze większy od silników, chmura zótłtego pyłu podniesiona przez jadące maszyny i ryk ich silników. Pasjonatom specjalnie reklamować nie trzeba, a każdy inny kto się wybierze pasjonatem zapewne zostanie.
Ciekawym miejscem w okolicy jest głęboki na kilkadziesiąt metrów, miejscami szeroki na ledwie 1,5 metra, wyrzeźbiony w skałach o fantazyjnych kształtach i kolorach tzw. kolorowy kanion. Miejsce to ucieszy zarówno górskich łazików jak również zwykłych śmiertelników mnogością kształtów i kolorów uwiecznionych w skałach. Kanion oddalony jest tylko o kilkadziesiąt kilometrów od bazy wypadowej, lecz niestety, a może i stety połowę tej drogi trzeba przebyć po bezdrożach na tylnym siedzeniu jeepa. Takie prawdziwe safarii przez pustynię. I tu niespodzianka – pustynia na Synaju bowiem różni się od pustyni znanej nam z filmów, nie ma wydm aż po horyzont a jedynie skały. Półwysep jest bowiem terenem górzystym zwłaszcza w swojej południowej części.
Wsród dzikich zwierząt, w czasie safarii, dane nam było spotkać tylko kozice górskie, tak nam się przynajmniej wydawało do czasu zobaczenia kobiety która te kozy pasła.
Mieszkańcy regionu to w większości wyznający islam beduini. Ludzie ci nadal prowadzą koczowniczy tryb życia, często mieszkając w namiotach z koziej wełny bądź „domkach” zrobionych z tego co można na pustyni znaleźć. Noszą tradycyjne w rejonach bliskiego wschodu ubiory a kobiety zasłaniają twarz na widok obcych. Zajmują się wypasaniem kóz i polowaniem a ostatnio coraz częściej obsługą turystyki. Ludzie ci są przyjaźnie nastawieni do turystów, są też bardzo towarzyscy wystarczy chwila rozmowy żeby usłyszeć „my friend” z akcentem charakterystycznym chyba tylko dla tego rejonu świata.
Wśród wszystkich ciekawych miejsc jest tutaj jedno naprawdę niesamowite, śmiało można je nazwać magicznym miejscem. Jest nim oddalona o 80 km, wysoka na 2286 m. npm góra Synaj. To tutaj bowiem wg przekazów biblijnych Mojżesz otrzymał kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań.
Wejść na tą górę można na dwa sposoby: tzw. wielbłądzim szlakiem, czyli stromą, wijącą oraz niekończącą się serpentyną po zboczu góry lub…po prostu po schodach. Z tym tylko że tych ostatnich jest 3750 plus 750 na sam szczyt które należy pokonać bez względu na wybraną drogę. Schody te wykuł ponoć pewien mnich jako pokutę za grzechy.
Wejścia na szczyt zwykle dokonuje się nocą w świetle latarek, trwa to kilka godzin. Wszystko po to by na własne oczy zobaczyć wschód słońca nad pustynią a widok naprawdę zapiera dech w piersiach. No i jeszcze to uczucie kiedy się stoi na szczycie ze świadomością że w tym samym miejscu na tych samych kamieniach zaczęła się historia.
U podnóża góry znajduje się, nadal czynny, klasztor z VI w, który mimo zawirowań historii nidy nie został zburzony i zachował się w pierwotnej formie. Sam klasztor też jest miejscem niesamowitym. Żyje w nim 20-25 mnichów grekokatolickich opiekujących się pokaźną biblioteką pełną starodawnych rękopisów ale przede wszystkim relikwiami św. Katarzyny oraz wiecznie zielonym krzewem uznawanym za biblijny krzew gorejący. Ciekawe jest że próbowano go przesadzić w różnych miejscach na świecie i mimo całej wiedzy jąką ludzkość posiada krzew ten rośnie tylko i wyłącznie w tym jednym miejscu. Inną ciekawostką jest fakt że w klasztorze jest bardzo mały cmentarz, ma on bowiem tylko 2 miejsca. Praktyka jest tu bowiem taka, że gdy któryś mnich umiera urządza mu się pogrzeb, natomiast po roku wydobywa jego kości i przenosi do krypty znajdującej pod klasztorem. Spoczywają tam szczątki wszystkich dotychczasowym miejscowych mnichów. Klasztor otwarty dla zwiedzających jest tylko w godzinach od 9 do 12, ale naprawdę warto.
Na koniec należy zwrócić uwagę na fakt że Synaj leży jednak na bliskim wschodzie, którym ostatnio wstrząsają coraz to nowe niepokoje. Skutecznie przypominają o tym bramki wykrywające metal przy wejściach do wszystkich hoteli i większych budynków oraz uzbrojone oddziały mundurowe patrolujące miasto a także kontrole na drogach wjazdowych do miast. Niejako dla złagodzenia tego faktu turystom, pracuje tutaj „touristique & antique police” a wszystko oczywiście dla bezpieczeństwa odwiedzających te tereny gości ze świata.
Złośliwi twierdzą że Synaj to 60 tyś km2 niczego, faktem jest że nie napotykamy na każdym kroku historii przenikającej się ze sztuką jak np. w Grecji czy Rzymie. Synaj no nadal odkrywany, niedostępny, pustynno-górzysty teren o krajobrazie raczej księżycowym niż wypoczynkowym ale z to pełen kontrastów, odmiennej kultury i zwyczajów których nie rozumiemy. Dlatego na pewno bardzo ciekawy. Sam osobiście, przy każdej nadarzającej się okazji, wracam do tego miejsca myślami, a być może wkrótce będzie mi dane wrócić tam również i ciałem.
Zdjęcia i tekst
Karol Kępa