Wykładem dr Marzeny Marczewskiej pt „Ile jest prawdy w stereotypie, czyli kilka uwag o językowym obrazie kielczanina” rozpoczął się w poniedziałek XV Tydzień Kultury Języka.Kinga Matałowska: Jak w świetle Pani badań wygląda językowy obraz Kielc i regionu świętokrzyskiego?
Marzena Marczewska*: Paskudnie. Być może dlatego, że badałam posty z for internetowych „Gazety Wyborczej” w Radomiu, Krakowie i w Kielcach. Internauci nazywali Kielce „grajdołem”, „dziurą”, „ciemnogrodem”, „klerykowem”, „miastem jednej pochyłej ulicy i dwóch cukierni”. Dla krakusów jesteśmy prowincją, mieszkańcy Radomia widzą w nas komunistów. Ta ostatnia łatka pojawiła się po roku 1976, gdy w Kielcach organizowane były wiece potępiające strajkujących radomskich robotników. Jeżeli chodzi o charakterystyczne miejsca, które w języku występują w połączeniu z przymiotnikiem „kielecki”, to najsłynniejszy jest dworzec, a ostatnio popularny stał się „stadion”. Mocno kojarzymy się z oratoriami, a najnowsze określenie regionu to gosiewszczyzna – z wiadomych powodów.
Skąd się wzięły „scyzoryki”?
– Po pierwsze z kultury ludowej. W naszym regionie powszechny był zwyczaj wkładania noży do kołysek dzieci, bo wierzono, że metal doda dzieciom siły i żywotności. Poza tym mentalność naszych chłopów: wesela w podkieleckich wsiach prawie zawsze kończyły się bijatyką, w ruch szły noże.
Jak kielczanie wypadają w języku?
– Nie najlepiej. Kielczanin to agresywny i zawistny typ, jego dominującą cechą jest zadziorność. Studenci napisali w ankietach, że kielczanina cec*****e agresja, brak tolerancji, antysemityzm i rasizm. Postrzeganie nas jako antysemitów bierze się z pogromu Żydów w lipcu 1946 roku, mimo że w innych miastach takie wydarzenia również miały miejsce. Rasizm zawdzięczamy kibicom, którzy obrzucili ciemnoskórego piłkarza bananami.
A czy znajdzie się coś pozytywnego na nasz temat?
– Tak! Naszą siłą są kobiety, bo wizerunek kielczanki utrwalony w języku jest dobry. Postrzegane jesteśmy jako zadbane, eleganckie i mądre, już w kulturze ludowej funkcjonowałyśmy jako gościnne i gospodarne gospodynie. Podczas gdy przedmioty kojarzone z kielczaninem to scyzoryk, nóż, siekiera, butelka, szalik kibola czy papieros, to kielczanka kojarzy się z biżuterią, strojem, spódnicą, atrybutami kobiecości.
Drugi pozytyw to nasza zdrowa żywność: mamy kielecki majonez, kielecki żurek, sałatkę, piwo i wiele innych. Wszystkie te produkty w połączeniu z przymiotnikiem „kielecki” dobrze się kojarzą. Myślę, że powinniśmy inwestować w te dobre rzeczy, a nasze słabości przerodzić w siłę, bo zmiana stereotypu jest możliwa, choć zachodzi powoli.
* dr Marzena Marczewska jest językoznawcą, dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Akademii Świętokrzyskiej
Rozmawiała Kinga Matałowska